czwartek, 23 marca 2006
Zapraszam na moją stronę!
Lato bez „sekt”? -wiosna bez INKWIZYCJI!! Bezmyślna histeria skierowana przeciw mniejszościom wyznaniowym w Polsce przekroczyła wszelkie granice paranoi. Narosło wiele mitów wokół tego zagadnienia.. Myślę, więc, że czas na przedstawienie konkretnych faktów! Słowo „sekta” ma wiele różnych znaczeń. W podstawowym, najczęstszym znaczeniu jest pojęciem szeroko stosowanym w religioznawstwie i oznacza po prostu odłam jakiejś religii (od łacińskiego-„seccare” czyli odcinać). W takim też sensie jest najczęściej stosowane w podręcznikach religioznawczych. Ma ono również kilka innych znaczeń, rzadziej stosowanych. Problem polega na tym, że społeczeństwo nie zna pierwotnego znaczenia tego pojęcia i na tym, że ruchy antykultowe (czytaj: inkwizycyjne) świadomie wykorzystują ten fakt, aby siać dezinformację i paranoję.. Tak paranoję. Bowiem paranoiczna histeria, której ostrze wymierzone jest przeciw większej części mniejszości wyznaniowych, przekroczyła już dawno granice śmieszności. To skrajnie wyświechtane słowo (czyli „sekta”) pełni bowiem rolę czegoś w rodzaju „magicznego” straszaka, mającego na celu uprzykrzenie życia wielu wyznawcom mniejszości religijnych w Polsce i utrudnienie swobodnej rekrutacji nowych członków. Doszło nawet do sytuacji, że organizacje antykultowe, które zakładane są z inspiracji Kościoła katolickiego nazywają „sektą” wszystko co się da, a nawet czego tym mianem określić się nie da! (sic!). Mamy więc określenie „sekta” (na stronach internetowych św. inkwizycji) wobec sztuk walki, czy na przykład japońskiej sztuki masażu. I niech mi nikt nie wmawia, że niby „jakaś sekta prowadziła rekrutację członków pod pozorem kursów karate” (tylko w jednym ze źródeł pojawiła się tego typu informacja, na pozostałych zaś „wszystko było jasne”, czyli mamy „sektę” pod tytułem karate) :-) Dochodzi do tego specyficzny język. Próbuje się wmawiać, że dana organizacja religijna, czy parareligijna robi coś „pod pozorem”, że jest „cwana, przebiegła” itp. Jest to język mający na celu podsycanie w sposób sztuczny lęku przed określonymi ruchami rel. Na jednej ze stron internetowych, należących do panów inkwizytorów można przeczytać, że: „Sekty w doskonały sposób potrafią powoływać się na wolność wyznaniową po to, aby móc prowadzić swoją działalność”, czy coś w tym stylu.. Oczywiście inkwizycja współczesna dostaje alergii na takie „straszne” słowa jak: demokracja, tolerancja, pluralizm, wolność sumienia i wyznania. Pewnie woli inne pojęcia takie jak: prawicowy zamordyzm, klerykalizm, szowinizm, cenzura i monopol wyznaniowy.. Cała ta manipulacja i robienie wody z mózgu ludziom łączy się z niebywałą wręcz hipokryzją. Kościół kat. bowiem spełnia liczne kryteria, które sprawiają, że mieści się on w ramach definicyjnych słowa „sekta”, w tym mniej ciekawym znaczeniu. Otóż głosi on, że poza jego szeregami nie można osiągnąć zbawienia (vide: encyklika Dominus Jesus). W klasztorach katolickich obowiązuje „bezwzględne posłuszeństwo przełożonym, rezygnacja z własności prywatnej, całkowite usunięcie się od świata” (cytat za: słownik religioznawczy- „benedyktyni”). Oprócz tego dochodzi jeszcze fakt, że dokonanie aktu apostazji (czyli formalnego opuszczenia szeregów Kościoła kat.) jest praktycznie niemożliwe lub bardzo utrudnione. Cudze ganicie? Swego nie znacie?.. „Straszne” słowo-wegetarianizm! Przeglądając jedną ze stron panów inkwizytorów natknąłem się na reklamę książki dotyczącej wegetarianizmu. Nie jestem pewien jakie bzdury zawierała ta książka, ale na jednej z oszołomskich stron internetowych znalazłem coś bardzo osobliwego.. Znalazło się tam stwierdzenie, że (cytuję): „wegetarianizm ma na celu doprowadzenie członka sekty do osłabienia organizmu, gdyż opiera się na diecie niskobiałkowej” czy coś takiego. Otóż informuję panów inkwizytorów, że istnieją różne rodzaje wegetarianizmu (również takie, które dopuszczają białko zwierzęce). Poza tym na przekór bredniom rozpowszechnianym przez portal „sekty.net” wiem, że członkowie różnych ruchów religijnych są wegetarianami ze względów etycznych, a nie jakiejś tam chęci dręczenia współwyznawców. Poza tym chciałbym przypomnieć, że w średniowieczu samo tylko podejrzenie o wegetarianizm (mogła nim być np. bladość skóry) oznaczało automatycznie wysłanie na stos delikwenta (który uznany został za tzw. heretyka). Oczywiście nawet dziecko wie, że na stosy wysyłała niewinnych ludzi „święta” inkwizycja. Jej trzon stanowili dominikanie. I Skąd my to znamy? Współcześnie stosują subtelniejsze metody..* I choćby o cień obiektywizmu trudno ich posądzać.. *Jako Dominikańskie Centrum Informacji o sektach i nowych ruchach religijnych (czytaj dezinformacji). Sensacja! Na portalu „sekty.net” złagodniała cenzura. Złagodniała, czyli można pisać więcej niewygodnych dla twórców portalu wypowiedzi, które mają większe szanse na ich zamieszczenie. A jeśli chodzi o treść to pozostało to samo.. czyli pozory rzetelności (stosowane wybiórczo) i to wszystko o czym pisałem wcześniej. Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji : Na stronie CPP można znaleźć dział FAQ (najczęściej zadawane pytania). Przynajmniej ostatnio był tam taki dział na ich stronie.. Otóż jeden z internautów zadał pytanie: „Czy wszystko co niekatolickie jest uważane przez was za sektę?” Odpowiedz autorów strony brzmi: „W Kościele katolickim również zdarzają się różne przejawy sekciarskiego uzależnienia, więc nieprawdą jest, że tylko to co niekatolickie uznajemy za sektę.” (cytuję sens- przyp. Liberation) Czyżby? Jakimś dziwnym trafem wszyscy „eksperci” z CPP od tzw. „sekt” to duchowni katoliccy. I jakimś dziwnym trafem nie znalazłem na stronie CPP, ani jednej choćby wzmianki o nadużyciach w Kościele katolickim, mimo tego, że zdarzają się dosyć często. I nie chodzi tutaj nawet o pedofilię wśród księży, bo o tym wie każdy. Nie chodzi też o problemy przedstawiane w antyklerykalnych artykułach. Po prostu znam różnych (byłych) katolików, którzy opowiadali mi o tym jakie przewały mają miejsce w szeregach kościelnych (niech mi teraz ktoś powie, że klerowi nie chodzi o zwalczanie konkurencji). Jakimś dziwnym trafem CPP powstało w Lublinie. W mieście, które opanowała atmosfera ksenofobiczno-ultraprawicowego pierdolca. Ten ośrodek inkwizycyjny powstał w mieście w którym m.in. zakazano urządzania Festiwalu Kultury Indyjskiej (parę lat temu), a to tylko dlatego, że miała w nim uczestniczyć niesłuszna (zdaniem prawiczków) „sekta” Hare Kriszna. Szowinizm religijny i ksenofobia pełną gębą.. Jestem ciekaw jakby się czuły prawicowe oszołomy rządzące miastem, gdyby pojechali do Indii, gdzie wyzywano by ich (jako katolików) od sekciarzy itp.. W tym samym mieście całkiem niedawno temu zakazano wystawy „Tiszert dla Wolności”. Otóż pan biskup katolicki zabronił. A klerykalne dupowłazy rządzące oczywiście potulnie uległy jego woli. Ciekawe czy zabiegi kaczystów mające na celu ukrycie tego co prasa zachodnia pisała (i nadal pisze) po ostatnich wyborach, na temat Polski, CPP również uzna za psychomanipulację?.. (odpowiedzi można się łatwo domyślić) Chodzi mi o pewien rodzaj cenzury, który obecny jest w mediach publicznych. Czyli tych, które zostały przez Kaczych synów wzięte „za pysk”! Ostatnimi czasy pan minister kaczego rządu, a konkretniej ten od Edukacji Narodowej (chyba reedukacji? :-P hehe) postanowił, że zabroni wpuszczania pacyfistów do szkół, bo pacyfizm został uznany za doktrynę niesłuszną przez zamordystów. Rozumiem, że fanatycy wojny mogą wchodzić?.. Ciekawe gdzie był jak faszyści z Młodzieży Wszechpolskiej robili pranie mózgu uczniom różnych liceów i gimnazjów (często zapraszanych do szkół przez księży). Oczywiście MW jako ugrupowanie ksenofobiczno-faszyzujące jest uznane za słuszne przez pana ministra. I dostatecznie fanatyczne w swoim katolicyzmie, szowinizmie narodowym i uprzedzeniach. Zieliński chce, żeby polskie szkoły „zatrzasnęły drzwi przed uczniami o poglądach ekologicznych, antywojennych i pacyfistycznych, ponieważ niosą szkodliwe treści wychowawcze”. Mussolini by tego nie wymyślił.. Oczywiście ekolodzy są bardzo „groźni”, każdy kto nie żre mięsa i sadzi drzewka, dla pana ministra jest „Be”! A nie daj Boże żeby należał do jakiejś „sekty”, albo innego wyznania uznanego przez władzę za niesłuszne. Kaczki uważają, że „wiedzą” lepiej co jest dla ludzi dobre. I dlatego chcą wprowadzić prawicowy autorytaryzm. Chcą odgórnie narzucić ludziom w co mają wierzyć, jakie poglądy wyznawać (preferowane „jedynie słuszne”). A wszystkich niepokornych „chwycić za pyski”. Chyba wam się we łbach popier….ło panowie rządzący (z Pis-u)?! (sorry za określenie, ale nie da się pisać spokojnie o pewnych sprawach). Teraz już wiecie co miała na myśli prasa zachodnia pisząc o „Rządach inkwizycji w Polsce”..
środa, 15 lutego 2006
Ponizszy dialog jest rozmową pomiędzy przedstawicielem środowisk wolnomyślicielskich (Klerokratia), a p. Rugałą członkiem rodziny osoby, która należała niegdyś do ruchu religijnego "Misja Czaitani". Pani Łobaczewska natomiast reprezentuje tzw. ruch "antysektowy" czyt. inkwizycyjny. Niestety przedstawiam tutaj końcową część rozmowy, gdyż były problemy techniczne z opublikowaniem całości.
Rugała: TO ORZECZENIE jest nieważne, bo wyrok nie jest prawomocny, drogi Panie. KLEROKRATIA: Cóż Pan bredzi? Orzeczenie nie jest nieważne z uwagi na swą prawomocność. Jest jak najbardziej ważne, choć nie ostateczne, a to różnica! Proszę mi tu nie relatywizować tej sprawy. Konstatuje fakty: Pani Łobaczewska została uznana winną i przegrała sprawę sądową z Misją Czaitani, gdyż tak orzekł sąd. Oczywiście pani Łobaczewska ma prawo do odwołania, więc sprawa będzie rozpatrzona przez sąd odwoławczy, który ma sprawdzić czy w toku pierwszej instancji nie doszło do nieprawidłowości materialnych lub proceduralnych. Powinienem wiec napisać, że pani Łobaczewska jest 'winną w zawieszeniu'. Tak się jednak nie pisze, lecz pisze się: "Pani Łobaczewska przegrała proces sadowy i została uznana winną podawania nieprawdziwych Rugała: Wyjątkowym draństwem jest stawianie tak kategorycznych stwierdzeń opierając się na nieprawomocnym wyroku sądowym. Dopiero po ostatecznym i prawomocnym wyroku Sądu Apelacyjnego lub jego kasacji będzie można stwierdzić czy ktoś jest komuś coś winien!!! KLEROKRATIA: Absolutnie nie ma Pan racji, zwłaszcza przy przewlekłych polskich postępowaniach cywilnych, wówczas aby napisać, że dana osoba popełniła nadużycie w stosunkach cywilnoprawnych należałoby czekać latami. A po latach mało kto pamiętałby o co chodziło w danej sprawie. Zniwelowano by więc dodatkową sankcję jaką jest stygmatyzacja nadużyć oraz winnych. Przyjęła się praktyka pisania, że ktoś został uznany winnym wraz z komentarzem na końcu: 'wyrok nie jest prawomocny' Proszę jednak, aby wszyscy docenili moją cierpliwość - przeglądałem kolejne Pańskie listy przeciwko Sai Babie, ale w pewnym momencie nie zdzierżyłem, uznałem, że tego już dość, po prostu za wiele. Grupka o takiej przeszłości nie może tak się naprzykrzać innym ze swoją 'antysektową misją'. To jakaś kpina lub farsa. Uczciwy człowiek dałby sobie na wstrzymanie. Przypuśćmy, że jakiś nauczyciel zostałby uznany przez radę szkolną za kłamcę, przekazującego dzieciom nieprawdziwe informacje w przedmiocie swojego fachu. Taki nauczyciel nie miałby prawa nadal nauczać. Mógłby co prawda siąść w parku i wykładać dla podchmielonych panów, popijając z nimi tanie winko. Ale my tutaj (a przynajmniej ja na pewno) nie chcę być uważany za podobnego ignoranta, tak więc proszę na przyszłość omijać mnie ze swoimi apelami. Inni jak chcą - niech słuchają. Rugała: Odpowiadając na Pana post z przykrością muszę stwierdzić, że trafiłem na przysłowiowy "beton". KLEROKRATIA: To oczywiście nieprawda. Rugała: DLA PANA oczywiście przyczyną odejścia dziecka do sekty zawsze będzie "porażka wychowawcza", której winni zawsze będą rodzice, szkoła, kościół i setki innych jeszcze przyczyn wyssanych z palca, nigdy zaś sekta i jej szkodliwe praktyki czy skutki zatruwania przez nią umysłów młodych ludzi. KLEROKRATIA: I to nie jest prawdą! Napisałem jedynie, że wielu działaczy typu RORiJ i in. ma na swoim koncie osobiste doświadczenia rozłamy w rodzinach z powodu sekty, to oczywiście wpływa wybitnie na nieobiektywny osąd rzeczywistości przez te osoby i co do tego nie ma wątpliwości - ktoś taki wyolbrzymia zagrożenie, traci trzeźwą ocenę danego ruchu kultowego (czerń i biel) etc. Napisałem również, że odejście dziecka do sekty jest często (ale nie zawsze! - tego nie pisałem) spowodowane niewłaściwym klimatem w domu. Dziecko czuje się zagubione, rozmywa mu się sens życia, zaczyna więc poszukiwać oparcia. Odnajduje go w sekcie. Tutaj nawet niekonieczne są sytuacje patologiczne w rodzinie, ale najzwyczajniejszy brak ciepła domowego, a nade wszystko ZROZUMIENIA oraz rozmowy, poczucia bliskości, etc. Jestem przekonany, prawie pewien, tego, iż żadna manipulacja umysłu nie może mieć miejsca, jeśli trafia na niepodatny dla siebie grunt. Ja nie czuję się zagubiony w tym świecie, nie mam problemów z samoakceptacją, etc., tym samym nie boję się żadnych eksperymentów na moim umyśle. Jeśli czyjś umysł współpracuje z technikami psychomanipulacyjnymi, to niechybnie dowodzi, iż jest on przygotowany na taki zasiew. Rugała: Widać, że faktyczne przyczyny do Pańskiego "zakutego" mózgu w żaden sposób nie są w stanie dotrzeć. KLEROKRATIA: Ależ Panie Lechu, myli się Pan. Rugała: Jak taki stan umysłu się nazywa, to proponuję Panu samemu odszukać w słowniku czy encyklopedii medycyny, bo nie chcę tu Panu sprawiać przykrości moją diagnozą. Cytuje Pan jak papuga "Politykę" i stwierdzenia będące w w istocie wykwitami dziennikarskiej błyskotliwości autorki artykułu. Ja znam p. Łobaczewską, jej rodzinę i niektórych jej znajomych i jest to gruba przesada, a nawet draństwo cytować za "Polityką, że jej mąż "pił", że jest "nietolerancyjna" wobec syna itp. rzeczy. KLEROKRATIA: Czyli że mąż nie pił? Może powinni napisać: leciuchno się zaprawiał od czasu do czasu? Może też nie powinni pisać, że jako matka, Pani Łobaczewska, okazała się nietolerancyjna, lecz miała po prostu właściwszą wizję życia swojego syna, a on jak raz okazał się mało posłusznym dzieckiem. Ja niestety tego nie wiem, ale jeśli tam nie wchodził np. problem alkoholizmu, to Polityka powinna być koniecznie zaskarżona, gdyż nie ma możliwości przegrania takiej sprawy. Rugała: Ja przeżyłem osobiście koszmar uzależnienia mojego syna od sekty i wiem, że pisząc takie rzeczy jednocześnie NIE MA PAN ABSOLUTNIE ŻADNEGO POJĘCIA CO POTRAFI Z DZIECKA ZROBIĆ SEKTA. KLEROKRATIA: Ależ ja nie próbuje dowodzić tego, iż psychomanipulacja w sektach nie występuje, co też chce mi Pan przypisać! Ja tylko mówię o skali zjawiska: Państwa panika i szał przybierają rozmiary hipertroficzne, absolutnie nieodpowiednie i nierealistyczne. Rugała: CZY PAN BY TEŻ TOLEROWAŁ W SWOIM DOMU CZŁOWIEKA, KTÓRY POD WPŁYWEM SEKTY STAŁ SIĘ KŁAMCĄ, OSZUSTEM, ZAKŁÓCAJĄCYM SPOKÓJ RODZINIE I SĄSIADOM OD GODZ. 3:00 NAD RANEM, ODPRAWIAJĄCYM JAKIEŚ MODŁY "DO KRYSZNY", KTÓREGO NIC NIE JEST W STANIE PRZEKONAĆ DO OBOWIĄZKU POMAGANIA WE WSPÓLNYM GOSPODARSTWIE DOMOWYM, DO NAUKI W SZKOLE...? KLEROKRATIA: Aby spełniać te wymogi nie trzeba przystępować do żadnej sekty. Wydaje mi się, że znów coś Pan naciąga. Być może coś takiego wynikało z konfliktu w rodzinie, a nie z nakazów czy też założeń programowych sekty? Czy dopuszczał Pan do swojej głowy, iż przyczyna takich stosunków mogła się zawierać w nieporozumieniach w Waszych relacjach, a nie pod wpływem doktryny kryszniackiej? To że ktoś mantruje, czy też odprawia nieznane Panu rodzaje modlitw, nie oznacza to, że od razu należy radykalnymi środkami atakować całe to zgrupowanie, czy też ich liderów. Oczywiście mantrowanie jest idiotyczną dla mnie czynnością, ale nie bardziej niż klepanie różańców czy całowanie figurek ze świętymi panienkami. Ja w obie rzeczy nie wierzę wiec obie zdają mi się równie idiotyczne, zaś Pan uważa (tak sądzę), że to drugie jest lepsze, bo jest ...prawdziwe :-) Tych krysznaitów uczą chyba pacyfizmu oraz miłości bliźniego i może oni będą starali się to praktykować w jakimś zakresie. A może i nie, może ich wcale to nie ulepszy, gdyż popadną z konflikt z własną osobą spowodowanym zranieniem rodziny oraz zawodem jej uczynionym? Ale z drugiej strony takie same zagrożenia niosą ze sobą praktyki katolickie - pisma te mówią o miłości bliźniego, ale praktyka najczęściej różni się od założeń diametralnie, bowiem ktoś kto jest zabobonny, nie potrafi być wyrozumiały dla bliźniego, który ma inny pogląd na świat. Zaczyna się więc tego bliźniego nękać i prześladować, czyli czynić mu zło, czyli nie miłować. A Jezus raczej nie nauczał zabobonu czy też nietolerancji, lecz miłości... Rugała: Po drugie, nic Pan nie wie o lubelskim procesie cywilnym przeciwko tej osobie. Misja Czaitani wcale nie "wygrała" tam procesu. Sąd Okręgowy w Lublinie (w I instancji) zaznaczył, że powództwo jest zasadne tylko w części. KLEROKRATIA: Niestety nie siedziałem na sali, kiedy sąd czytał wyrok, więc z konieczności swoją wiedzę w tym przedmiocie czerpię z mediów, a z fragmentu Polityki wynika coś innego niż chciałby Pan aby wynikało. Jeśli to nieprawda, proszę ich zaskarżyć o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji: Fragment tekstu M.Agnosiewicza pochodzi ze strony "Racjonalista": http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1424 Pokazuje w obiektywny sposob jak inkwizycyjni hipokryci niszcza mniejszosci wyznaniowe w Polsce, posługujac sie m.in. kłamstwem.. (dop. Liberation) Całość na stronie "Racjonalista"..
środa, 11 stycznia 2006
Ciemnota!
Ten artykuł potwierdza plugawe metody walki z mniejszościami wyznaniowymi w Polsce. Ruchy tzw."antysektowe" systematycznie posługują się kłamstwami i idiotycznymi oszczerstwami, wyznając zasadę:"kłamstwo powtórzone sto razy, staje się "prawdą", bo ludzie w nie zaczynają wierzyć! Przecież o to chodzi współczesnej inkwizycji! Żeby ludzie bali się mniejszości religijnych i w ten sposób wykończyć je, gdyż stanowią konkurencję dla wyznania "jedynie słusznego". Dochodzi do tego, że ruchy o jednoznacznie chrześcijańskim charakterze posądza się m.in. o: rytualne deptanie krzyża (sic!) opluwanie krzyża itp. bzdury. To nie są żarty! Takie zarzuty, które padały w średniowieczu np. wobec templariuszy znowu mają miejsce w XXI wieku w środku Europy. Wielu ruchom odmawia się prawa do istnienia, bo:"stanowią konkurencję". Autor bloga próbował komentować różne artykuły na stronie: "sektynet", ale odmówiono publikacji, tylko ze względu na to, że pisał obiektywnie, a jego zdanie na temat zamieszczonych tam bzdur radykalnie odbiegało od "jedynie słusznych poglądów "świętej" inkwizycji". Inkwizycja w natarciu!
Znów płoną stosy Kościół katolicki poprzez tzw. Centra i Ośrodki Informacji o Sektach prowadzi nową krucjatę przeciwko niewiernym. Jest ona finansowana z publicznych pieniędzy. W Polsce jest 159 zarejestrowanych związków wyznaniowych. Wydawałoby się zatem, że nasz kraj to prawdziwa oaza tolerancji. Otóż nie. Dlaczego? Bo dla Kościoła katolickiego większość „innych Kościołów” to sekty zagrażające jego religijnemu monopolowi. „Polska to kraj katolicki i nie ma w nim miejsca dla żadnych sekciarzy” – brzmią z ambon hierarchowie. JAROSŁAW RUDZKI Komentarze przedstawicieli innych wyznań: Artykuł pochodzi ze strony: www.faktyimity.pl (nr 19/2005) |
Zakładki:
Http://antypisior.blox.pl/html
Http://antyrydzykanci.blog.onet.pl/
Http://racja.org.pl/
Http://www.krytykapolityczna.pl/
Http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1424
Http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,4058
Http://www.zieloni.org.pl/index.php
Www.demokraci.pl
Www.dpldolnyslask.republika.pl
Www.faktyimity.pl
Www.fms.net.pl
Www.lewica.pl
Www.neutrum.racjonalista.pl
Www.nie.com.pl
Www.pps.strefa.pl
Www.sdpl.org.pl
Www.sld.org.pl
Www.spieprzajdziadu.pl
Www.unia-lewicy.org
Www.uniapracy.org
|